VARIA | Katedra Patomorfologii UJCM

VARIA

KĄCIK HUMANISTYCZNY

Medycyna była i pozostanie, zwłaszcza w swej najgłębszej warstwie,  humanistyczna, a zarazem jej przedstawicieli z reguły (choć jak wiemy-  „nulla regula sine exceptione”...) cechuje ogólna chłonność wiedzy i zainteresowanie wszelkimi przejawami intelektualnych zmagań Człowieka ze sobą i ze światem. Bazując na takim założeniu warto aby nauczyciele akademiccy dzielili się ze studentami  nie tylko wiedzą, ale i swymi zainteresowaniami pozamedycznymi i wszelakimi intelektualnymi przygodami. Stąd pomysł „kącika niemedycznego”  na stronie Katedry Patomorfologii UJ CM. Gorąco zachęcam zarówno pracowników Katedry jak i studentów do udziału w tym „kąciku”. Swoje pozamedyczne fascynacje, przemyślenia i teksty można zgłaszać do P. Dr Joanny Szpor, która opiekuje się stroną internetową Katedry Patomorfologii. „Na zachętę” przedstawiam moje lektury, które w ostatnich latach wywarły na mnie szczególne wrażenie.

dr hab. med. Dariusz Adamek prof. UJ



 

Lektury polecane przez profesora Dariusza Adamka


  1. „Boski Bach”

             Autor: Piotr Wierzbicki

             Wydawnictwo Sic! 2014

 

Świetny esej napisany z wyjątkową swadą wspartą na głębokim fundamencie erudycji muzycznej i pozamuzycznej, z dodaną płytą CD zawierającą wybrane utwory J.S.Bacha, szczególnie ulubione przez autora książki i omawiane w tekście. Jednym z bardzo ciekawych spostrzeżeń autora jest definicja „tragizmu-tragiczności” w muzyce, niebanalna...Dla zainteresowanego muzyką (nie tylko Bacha) książka jest źródłem bardzo wartościowych spostrzeżeń. Ma niewielkie rozmiary, co jest akurat cenne dla każdego kto (np. jak student medycyny)nie ma za wiele czasu na „niezawodowe” lektury...

Pasja z jaką autor książki prezentuje dzieła J.S.Bacha jest nieporównywalna z innymi tego rodzaju dziełami o tematyce muzycznej. Fascynujący jest język Wierzbickiego (ta uwaga dotyczy także innych jego dzieł o muzyce), wg. mnie unikalny. Przykład. Pisze Wierzbicki o sonatach i partitach Bacha na skrzypce solo (bez akompaniamentu) tak: „ (te sonaty i partity – uzup. moje) To popis skrzypcowego kunsztu, sam zamysł, by instrument, który zwykł jest trzymać się stada bądź korzystać z usług przynajmniej jednego pomagiera, wystawić bez wsparcia przeciw światu i by nim ów świat ogarnąć, biorąc za akompaniament milczenie...”.Trudno chyba trafić lepiej z określeniem tego czym są chwile ciszy pomiędzy nutami gdy słucha się tych sonat i partit. „Milczenie” jest tu słowem genialnym. Wierzbicki nie kontynuuje tego wątku ale sprawia, że sami dopowiadamy sobie, oczywiście według własnej wrażliwości. Ja dopowiedziałem sobie tak. Genialnośćtego określenia „akompaniamentem jest milczenie” polega na tym, że „milczenie” nie jest ciszą, milczeć może tylko KTOŚ!, osoba. Potęga milczenia tkwi w potencjalności tego, czego się nie mówi oraz wielkości tego KTO MILCZY. Kto jest ten kto milczy pomiędzy nutami partit i sonat na skrzypce solo Bacha? Bach? Bóg? „Duch Wszechbytu”? A może milknie po prostu skołatane serce każdego, kto odważy się posłuchać?... Warto pójść śladami autora książki wzdłuż ścieżki wrażeń muzycznych, co ułatwia dołączona płyta CD.

W jednym z Autorem się nie zgodziłbym, a mianowicie, z nazwaniem Bacha „inżynierem muzyki” (oczywiście genialnym).Oznaczałoby to że Bach jest jakby pozbawionym emocji, mistrzowskim, ale jednak tylko „konstruktorem”. Ja tymczasem w Bachu (w jego muzyce) dostrzegam mnóstwo emocji, oczywiście trzymanych na wodzy formą muzyczną, ale jednak emocji. A zresztą, czy inżynierowie jakiej nie bądź denominacjinie kochają? nie nienawidzą?nie cierpią na rozmaite rozterki duszy i serca?Natomiast owszem, jeśli już Bach jest „inżynierem”, to inżynierem-konstruktorem genialnych „maszyn do mieszania emocjami”. Są to emocje egzystencjalno-religijne, bo dla Bacha (jak w tradycji muzyki utkanej na protestanckim krośnie i osnowie) muzyka była wypowiedzią jednocześnie i wiary i powinnością pracy i środkiem służącym naprawie duszy, jak też i wypowiedzią serca, deklaracją miłości, także całkiem „ziemskiej”, w tym np. miłości do dzieci (a dla kogóż to napisał „Das Wohltemperierte Klavier”?).Dla Bacha praca nad muzyką (kompozytorska i wykonawcza) była jednocześnie modlitwą, a zarazem ekspresją uczuć (wystarczy choćby posłuchać ósme preludium i fugę es-mollz „Das Wohltemperierte Klavier” - ta fuga to czysta forma modlitwy...). Więc nie! Bach – to może nawet i „inżynier”, ale inżynier-twórca dzieł uwznioślających, takich, które gdy się ich słucha wydaje się, że przepona podnosi się gdzieś aż do szczytów płuca, serce gdzieś do gardła, a zawartość jamy brzusznej zdaje się stawać nieważka...

Moje ” zastrzeżenia” nie umniejszają w najmniejszym stopniu przeogromnych walorów poznawczych jak i czysto literackich „Boskiego Bacha”... Wyszło to trochę jakby standardowa formułka recenzji pracy doktorskiej!!!..., ale to jest całkiem odpowiednia konstatacja, bo Piotr Wierzbicki zasługuje na doktorat, a nawet i „profesurę” z muzyki!

Okładka „Boski Bach”


 

  1. „Atonement”

             Autor: Ian McEwan

            Wydawnictwo: Anchor 2003

 

Książka, na którą przypadkowo trafiłem przed laty w księgarni na lotnisku Heathrow i którą zacząłem czytać dopiero po kilku latach, gdy usłyszałem o filmie nakręconym na jej podstawie. Szczerze urzekła mnie niespotykana wcześniej,przynajmniej jak dla mnie, wieloaspektowa „równoległoczasowa” struktura powieści, która obrazuje te same fakty okiem różnych postaci, oraz tych samych postaci z różnych perspektyw czasowych i literackich. Opowieść smutna, o historii jakby jedynie „ćwierć-spełnionej” miłości (Cecilii i Robbiego), która przez spaczone postrzeganie małoletniej siostry Cecylii, społeczne realia przedwojennej Anglii, oraz wichry wojennego losu, pozostała jedynie marzeniem. Z koleijedna z bohaterek (Briony) winna-współwinna tragedii swojej siostry i jej ukochanego, uczyniła ze swego życia „czyściec” pokutny (stąd tytuł - w polskiej wersji „Pokuta”). Obfituje też książka w ciekawe obserwacje natury psychologicznej oraz dotyczące również „natury”, powstania dzieła literackiego. Dodatkową podnietę i wyzwanie stanowi jeśli czyta sięto w języku angielskim, co wciąga w zakamarki tego językai kultury.Dla czytelnika-Polaka książka jest także okazją do poznania perspektywy postrzegania II Wojny Światowej z angielskiego punktu widzenia. Jako przykład postmodernistycznej literatury, książka obfituje m.in. w różne kontekstualne elementy-aspekty odnoszące się do literatury angielskiej, ale jest też (oczywiście niezamierzony przez autora) element kontekstualny angielsko-polski, na który mówiąc szczerze zwrócił swego czasu uwagę mój syn, który akurat czytał ją będąc w klasie chyba maturalnej, w każdym razie gdy w szkole omawiano „Kordiana” Słowackiego. Otóż angielsko-polska kontekstualność „Atonement” i „Kordiana” dotyczy wizyty w tym samym parku londyńskim - „St. James’s Park” bohaterów obu dzieł literackich (tzn. Briony oraz tytułowego Kordiana), przy czym te „wizyty” dzieli ponad 100 lat dystansu (dokładnie 112)...Oboje wynajmują w tym samym parku leżaki. Zgadnijcie jaka cena takiego wynajęcia była w roku 1828 (wizyta Kordiana, którą opisuje Słowacki) i 1940 (wizyta Briony opisana przez McEwana)?Ja sam z kolei osobiście sprawdziłem cenę leżaka w St James’s Park w roku 2013... W roku 2013 leżaki wynajmował (dokładnie:inkasował forsę) Pakistańczyk (chyba). Natomiast w rogu tego parku tuż przy leżakach pysznąkawę i kanapki sprzedawał polski student pracujący w takim dużym „barze na kółkach”... Nic nie wiedział o tym, że w tym dokładnie miejscu zapewne musiał szukać odpoczynku Kordian (i pewnie sam Słowacki), ale przynajmniej bardzo zaintrygowała go moja indagacja na temat Kordiana w St James’s Park przy okazji zakupu w tym barze drugiego śniadania... Warto też przypomnieć sobie „Kordiana” (jak to bardzo niewiarygodnie współczesna lektura!!!, także gdy chodzi o uwagi na temat Londynu...).

Zachęcam do lektury, która może być dużą przygodą intelektualną. W języku angielskim wymaga raczej znacznego zaawansowania (właściwie dopiero czytając po raz drugi w miarę dobrze zrozumiałem różne niuanse i wątki), ale wciąga... i wynagradza. W ogóle polubiłem też inne książki tego autora (choć nie aż tak jak „Atonement”).

Okładka „Atonement” Autor: Ian McEwan

 


 

  1. „23 Days. A memoir of 1939”

             Autor: Antoni ‘Joe’ Podolski

            Wydawnictwo:  Yellow Wheel Publishing Ltd., UK, 2014

 

Natknąłem się na tą książkę zupełnie przypadkiem w trakcie wizyty na tegorocznych Targach Książki w Krakowie. Książka ta to niesamowity pamiętnik-opowiadanie, po trosze jakby rodzaj reportażu o uwięzieniu przez NKWD młodego Polaka i jego właściwie sensacyjnej ucieczce ze stalinowskiego „Raju”, godnej przeniesienia na ekran. Książka jest szokującym świadectwem  ciągle zbyt mało poznanej rzeczywistości polskich losów na „Nieludzkiej Ziemi” i piekła zgotowanego Polakom (i  oczywiście nie tylko)  przez przerażający system, a zarazem obfituje w ciepłe, pełne szacunku uwagi na temat postawy tzw. zwykłych Rosjan. Autor nie epatuje jednak horrorem ani „cierpiętnictwem” i choć przecież nie był literatem opowiadanie jest wartkie, a wiele scen to niemal epickie „perełki”. Uważam, że film oparty na tej książce mógłby być „hitem” może i międzynarodowym, a w każdym razie znacznie lepszym niż raczej kiepski wg mnie standardowy martyrologiczny „produkcyjniak” – „Katyń”, choćby dlatego, że tu bohater przeżywa i w ten sposób odnosi zwycięstwo, zwycięstwo oczywiście przede wszystkim dzięki swemu niezwykłemu charakterowi, także pewnie i młodości, ale i dzięki po trosze nie bardzo  zrozumiałym meandrom systemu sowieckiego, a także dzięki pomocy samych Rosjan udzielanej z różnych zresztą pobudek. Były to często , co podkreśla autor, czysto „ludzkie” pobudki np. wynikające z poczucia wspólnej niedoli, wspólnego celu nienawiści (do systemu opresji i łagrów), lub nawet z podziwu dla Polaków i ich niezłomnego uporu, a w przypadku pewnej Rosjanki - córki bardzo wysokiego dygnitarza partyjnego wynikające z fascynacji erotycznej...!  Bohater tych wspomnień w pewnym momencie staje się agentem polskiego wywiadu wojskowego z misją eliminacji ukrytych szpiegów niemieckich w tworzącej się Armii Polskiej w Związku Sowieckim! Staje się więc kimś w rodzaju Bonda – Agenta 007 nie tylko z „licence to kill” ale wręcz z „mission to kill”! Ostry seks w jakiejś kuchni ze wspomnianą „córką sekretarza”  (dokładniej Członka KC) przelany na scenę filmową mógłby konkurować z dobrze znanym epizodem z „Bonda” (ze „Świat to za mało” z P.Brosnanem i S.Marceau) .  

Książka, która dopiero niedawno ujrzała światło dzienne i opublikowana została staraniem syna nieżyjącego od 1999 roku autora, póki co dostępna jest  jedynie w wersji angielskiej (także na Kindle). Jak zapewnił mnie w krótkiej rozmowie w czasie „Targów” syn autora, czynione są starania o polskie wydanie.


Okładka „23 Days. A memoir of 1939” Autor: Antoni ‘Joe’ Podolski



Skierowanie do biopsji nerki